12:44
Nie wiem.
O 14 japoński.
Nie mam ochoty.
Ale nie byłam tydzień temu.
Masakra.
O, za oknem słoneczko.
Nie ma to jak siedzieć i się uczyć gdy za oknem słońce.
Ktoś mi wytłumaczy, dlaczego są już ozdoby świąteczne.?
Szkoła - masakra. Szczególnie wczoraj. No tak, wiem, mogłam się odezwać, mogłam ich zwyzywać, ale czy był sens.? Jak to ktoś kiedyś powiedział `mądrzy ludzie nie reagują na uwagi głupich ludzi`. Po za tym jest takie Japońskie powiedzenie: Kokoro – ni jo – o orosi. Tylko czasem się tak zastanawiam, czy warto się do niego odwoływać. No bo tak: powiesz co myślisz - komuś się to nie spodoba i będzie przypał; nie powiesz co myślisz - będą jechać dalej. I weź tu żyj.
Nie wiem. Idę do szkoły i jestem zmuszona oglądać te fałszywe twarze, ludzi których nie lubię. Jakaś masakra. Trzeba mi było wybłagać mamę o indywidualny tok nauczania. Dobra, pocieszam się myślą, że jeszcze tylko jakieś siedem miesięcy. Wytrwałam w tej zajebanej szkole dwa lata. Już bliżej niż dalej. A potem wyjdę i będę sobą, ot co.
W poniedziałek klasówka z chemii. Muszę dostać trzy albo cztery. Masakra. Muszę się nauczyć. No i kartkówka z angielskiego. Boże. Nienawidzę. Nie wiem, nie jestem w stanie zapamiętać tych zrytych słówek. Nie mam talentu do tego języka.
We wtorek klasówka z majzy.
A środę mam wolną.
Byłam wczoraj w Warszawie. Fajnie było. Jak zawsze. Lubię duże miasta. Można się w nich zgubić. I mieć wyjebane.
Przestawiłam się. Przed 22 padam na twarz i wstaje o 9 rano. To dobrze. Przynajmniej nie zarywam nocy. I w ogóle. Chodzę taka jakaś wyspana. Chociaż tyle.
Stwierdzam, iż mam dość tego miasta. Muszę wyjechać. Chociaż na tydzień. Nie wiem. Może na święta. Fajnie by było. Albo na ferie. Na dwa tygodnie. Nie wiem. Kraków, Wojnicz, albo gdzieś. Jak najdalej od tych ludzi. Od tego miasta. Po prostu. Taki urlop. Albo porozmawiam z tatą o Londynie. Mama ma ciocie w Paryżu. Mogę jechać do Paryża. Muszę porozmawiać z mamą, oj muszę.
No tak, jeszcze listopad się nie skończył a już są ozdoby świąteczne. Masakra. Mam już dość tych świąt C: Pominę fakt, że jeszcze przede mną próbne. Te próbne psują cały urok grudnia. Trochę się tych próbnych boję, ale mniejsza o to. W czwartek pani pokazywała przykładowy test z polskiego. Poległam. Tyle logiki w tym teście.
Pani od matematyki stwierdziła, że wystawi nam oceny z próbnego. No kurwa.! Nie ma prawa.! Przecież wynik z egzaminu próbnego jest dla nas. A nie dla niej. Nie wiem. Mam nadzieje, że ktoś przemówi tej Pani do rozumu, bo ja inaczej nie wiem.
Muszę się ogarnąć.
To dziwne uczucie gdy nie wiesz co zrobić, jaką decyzje podjąć, jesteś pomiędzy tym co chcesz a tym co powinno się wybrać